Menu

w położniczym tyglu

Bycie położną to nie zawód, to styl życia...

"Z pamiętnika dyletantki" cz. 1

whey

freedom957491_640

 

Ubolewając nad losem położnych i pielęgniarek, ciągle narzekając i marudząc jakie to one są nieszczęśliwe, niedoceniane i słabo wynagradzane... doznałam olśnienia ;)

 

Doszłam do wniosku, iż mentalnością polską (mam obserwacje jedynie w tym kraju) jest ubolewanie i ukazywanie położnej (lub pielęgniarki, ale z racji ukierunkowania tego wpisu na konkretną sytuację, nie będę tego dodawać) jako tej uciemiężonej, "biednej" ofierze systemu.... Bo jak nie wiadomo na kogo zrzucić winę, to na SYSTEM zawsze wpada - Ba! - Nawet nieźle to brzmi.

Niestety na każdym moim zawodowym kroku dosięga mnie niemiłe wrażenie, iż same sobie to ROBIMY.  Dlaczego pracuję z osobami, które ostatnie szkolenie odbyły 5 lat temu, a do Ustawy czy innego Rozporządzenia nie zajrzały nigdy, nie mając nawet bladego pojęcia po co...? Jak ktoś ma szanować moją pracę jako położna, skoro naopowiadam bajek na spotkaniach przedporodowych, a później kobiety zderzają się z brutalną prawdą w większości polskich szpitali? Co mi z tego, że kiedy czegoś nie wiem, nie jestem pewna - ZAWSZE, powtarzam: ZAWSZE staram się znaleźć odpowiedź, najchętniej od starszej stażem koleżanki po fachu? To ostatnie jest o tyle trudne, że naprawdę powoli przestaję mieć kogo pytać o istotne w kwestii mojej pracy zagadnienia. Dlaczego?

Uważam, że stwierdzanie, iż wiedza praktyczna jest najważniejsza jest bardzo BŁĘDNE. Podobnie jak prześciganie się w tym, że im więcej teorii człowiek "nakładzie sobie do głowy", tym będzie lepszym pracownikiem. Generalnie, albo masz jedno i drugie, z naciskiem na ciągłe uzupełnianie tego drugiego, albo moim zdaniem nie masz czego w medycynie szukać. Aaaaa i tutaj pojawia się największy paradoks, gdyż niestety Państwo moje kochane stawia jednak na mechaniczne wyuczenie czynności wszelakich, najlepiej bez używania mózgu do ich wykonywania: Grunt aby było tanio i szybko! ;)

Tadaaaam.

Zatem pracuje sobie taka Hanna (Zbieżność imion jest przypadkowa ) w przychodni od 20 lat... Nigdy nie robiła nic innego, tylko odbierała telefony i czasem EKG podłączyła. Zastrzyk robi na zlecenie lekarskie, tzn na podstawie tego: "No przecie lekarz powiedział" ;) Nie ma pojęcia co może, co powinna, a czego absolutnie zrobić jej jako pracownikowi MEDYCZNEMU nie wolno! Zarabia bardzo dobre pieniądze. Pacjenci się cieszą, bo Hanna owa zawsze pomocna, receptę załatwi a i między pacjentami wpuści, gdy uzna to za "stosowne"... Zapytana, co sądzi o najnowszych planach zmiany standardów okołoporodowych, odpowie: Czego? Na pytanie dlaczego wykonuje coś bez zlecenia na obowiązującym druku, zmarszczy brew i zapyta: A skąd takie coś? Hanna lubi rozmawiać, gadać, trajkotać - oczywiście najczęściej bez ładu i składu - byleby kontakt z Pacjentem mieć.

Co jest najgorsze? Nie brak wiedzy, ale to, że dla jej pracodawcy liczy się fakt, iż zadowolona z zarobków Hanna nie będzie domagać się SWEGO! Bo nawet nie będzie miała pojęcia, na co może liczyć jako wykształcony człowiek, nieczęsto ratujący zdrowie a nawet życie...

Dlatego jak ktoś mi podsuwa artykulik, iż aby ułatwić obserwację po porodach powikłanych zamontowane zostaną na salach obserwacyjnych kamery, bo personelu w domyśle za mało, aby tę obserwację fejs-tu-fejs zapewnić... - To nawet już się we mnie nic nie "gotuje". Bo i po co... Przecież taka Hanna zrzuci winę na SYSTEM. System nic Hannie nie odpowie, a ta nadal będzie zarabiać dwa razy więcej za nieużywanie mózgu, niż osoba pisząca ten tekst.

Konkluzja jest taka, że nigdy nie osiągniemy zadowalającego MYŚLĄCE istoty poziomu komunikacji z PRZEDSTAWICIELAMI SYSTEMU. Dlaczego, bo te osoby, które czegoś żądają - mają ku temu jasny powód - myślą. A te które nie robią nic - albo narzekają, albo nie wiedzą nawet na co narzekać powinny....

Kurtyna!

 

© w położniczym tyglu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci