Menu

w położniczym tyglu

Bycie położną to nie zawód, to styl życia...

Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim Dogodził ;D

whey

Żyjemy w Polsce. Już minęły czasy, kiedy każdy zgadza się na to, co Państwo oferuje, nie mając żadnego pola do popisu. Tym bardziej dziwi mnie, że zachwycamy się sytuacją zawodową położnych w UK czy innej Szwecji... A tymczasem mając nasze możliwości, wystarczy odrobina chęci i może troszkę więcej cierpliwości, aby nie musieć codziennie frustrować się, że pracuję "u kogoś" ;) Ale jak sądzę, mentalność Polaków do ciągłego narzekania i tutaj się potwierdza!!

 

 

 

Nigdy nie zrozumiem tego "fenomenu". Jestem położną, zachwycam się możliwościami, coraz większą samodzielnością zawodową, regulowaną nota bene różnymi przepisami. Swego czasu sama interesowałam się wyjazdem za granicę, stąd moje "zachłyśnięcie" się tamtejszymi możliwościami: Położna ciążę prowadzi, USG wykonuje, wizyt patronażowe robi.... No ale żeby nie było tak pięknie - dużo czasu na pracę poświęca.. A zaraz będą głosy, "że chociaż ZARABIA"... Jakby w Polsce zarobić się nie dało.

Jest taka zasada niepisana i trochę przewrotna: "Ile dasz od siebie tyle do Ciebie wróci". Skoro pracujesz na etacie i jesteś zadowolona z zarobków, pracujesz dobrze. A jak kasa na koncie nie odpowiada to co? Lepiej narzekać? Niż przyjąć to co daje nam prawo w Polsce i zacząć się "realizować"?

Jak weszła możliwość edukacji przedporodowej na NFZ i brania za to pieniędzy: to kilka moich koleżanek było zadowolonych. Teraz już pół Polski na tym kasę ma i (o zgrozo!) fajnie im to się kręci ;)

Jak jedna z drugą położną, czy inną pielęgniarką siedzą w gabinecie "przy lekarzu" i często L4 czy receptę  ZA NIEGO piszą, to albo marudzą, albo jeszcze dumne z tego są. A jak same będą mogły to zrobić (ale już na odpowiedzialność własną) i w dodatku wykorzystać to właśnie w tej szeroko pojętej (mam nadzieję niedługo) samodzielności zawodowej, to już BUNT na pokładzie!! O co chodzi? O strach, frustrację? Nigdy tyle nie zarobimy co lekarze i właśnie wychodzi, że jak coraz większa odpowiedzialność na nas to Okrzyki Buntu owego są! A lekarze to odpowiedzialności nie mają i tylko zarabiają?

A masz pojęcie jedna z drugą koleżanką (kolegą...?), że taki Lekarz to albo pracuje na etacie i zarabia z dyżurami 5-10tysi przy dobrych wiatrach albo zachrzania od rana do nocy plus dyżury i dopiero tę wielką kasę ma? Na pewno nie...!! I chociaż wkurza mnie wiele rzeczy tak samo jak was, to jakoś "trzeźwo" na problem spojrzeć muszę.

Wiem wiem, śmieszne są te "rzeczy" jakie wypisać na receptę możemy, ale od czegoś trzeba te Rewolucje zacząć chyba? Albo się powiedzie, albo KRACH na całej linii przyniesie. Ale co to na chwilę obecną zmieni? Chcesz wyjechać do UK i pracować za 2000 Funciaków? A odpowiedzialności się boisz? Ale w Polsce za 3-3,5 tysia pracować na własnej działalności nie będziesz? I będąc u siebie? W swoim kraju, z Rodziną?

Uprzedzając Hejty i oburzenia: Sama jeszcze na własnej działalności nie jestem, ale mam pojęcie że są dni lepsze i gorsze, że są frustracje i kasa raz 1000zł a raz 3 tysie.... Ale jak się do roboty nie zabierzemy, to ten cały RZĄD i tak będzie robić co będzie chciał, a nam narzekanie zostanie bez możliwości jakiejkolwiek zmiany. Bo trzeba "przetestować" zanim się oceniać zacznie!

Koniec wywodów. ;))

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość *.dynamic.chello.pl

    Ty dziewczyno po dobrze przepracowanej noc do czego się nadajesz iść spać a zobacz Pan dr idzie do przychodni potem do gabinetu i ma siłę coś w tym jest

  • whey

    oczywiście, chociaż zależy gdzie ;) Ale nie o tym... Rozumiem, że cały czas chodzi o to, że zarabiamy mniej od lekarzy? Czy że w ogóle za mało? ;) JA stwierdzam, że to drugie, a wysuwanie argumentów: "inni mają więcej" nie ma tutaj sensu. Serio!
    Z systemem nie wygramy, to chociaż z mentalnością naszej grupy zawodowej spróbujmy ;)

© w położniczym tyglu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci